Nora spojrzała na swe palce u stóp. Były zielone! Wzniosła oczy do nieba i pokręciła głową z niedowierzaniem; A więc jednak Lotek miał rację! Powoli przeistaczała się w ŻABOLUDA!!! „To nie może być prawdą…” pomyślała z przerażeniem. Zerwała się z zielonej murawy i pobiegła w stronę leśnej chatki. Z impetem wpadła do środka i z całą mocą zakrzyknęła
-Maaaaaaaaaaamoooooooo! Zamieniam się w żaboludaaa!
Ale cóż to? nikt jej nie odpowiedział! W domku panowała złowroga cisza. Nora nie mogła wiedzieć,że jej Matula schowała się przed wielkim i straszliwym żaboludem, którego zobaczyła przed sekundą, biegnącego w stronę chatki, i który właśnie krzyczał „Maaaaaaaaaaamoooooooo! Zamieniam się w żaboludaaa!”. Włosy stanęły dęba na główce Norki. Była sama, pozostawiona na pastwę losu… Co się stało,że nagle tak wszyscy zniknęli? I Matula, i Tatula i Mororoboro, a nawet Lampa! Wybiegła na dwór ze zgrozą malującą się w żabich, wytrzeszczonych oczach… Biegła przed siebie poprzez górskie grzbiety, łąki skąpane w słonecznych promieniach, aż w końcu trafiła do małego,ślicznego lasku i tam,zmęczona przystanęła, nad małą, śliczną, po prawdzie nieco zamuloną i zasyfioną,ale dla Nory to norma, sadzawką. I tam…zobaczyła PRAWDĘ! Znaczy, swój pradziwy wygląd! BYŁA ŻABOLUDEM! JUŻ NA 100% BYŁA NIM!!
-Aaaaa!- wrzasnęła Nora z tragizmem w głosie
-Zamnij,qwa,ryj-odezwał się ponuro i nie zbyt mile głos zza jej pleców. Teoretycznie powinna zobaczyć tą osobę odbitą w sadzawce, lecz ponieważ stawek był,jak nam wiadomo, średniej, a raczej bardzo niskiej jakości,więc nie zobaczyła nic. Z tewgo powodu musiała się odwrócić, by zobaczyć, kto jej przeszkodeził w wydawaniu żałosnego ryku typu „aaa” i się tak niemiło do niej odezwał.
-Co się tak do mnie niemiło odzywasz…-zaczęła z wyrzutem- gdy nagle zrozumiała,że przemawia do…- LOTEK!!!!
- No, qwa, to ja,a co ty, qwa, myślałaś,ze ja qwa jakiś skejt jestem?? co ty qwa moich pasków nie poznajesz,qwa?
Nora zrobiła zdziwioną minę. Faktycznie. Jak mogła nie poznać w pierwszej chwili tych oryginalnych, trzech, pomarańczowych pasków, przypominających jej panią żarówiastą z trzeciego skrzyżowania od leśnej chatki. Na myśl o leśnej chatce zaczęła płakać.
-No,bo,qwa, jak ci, qwa, mówiłem,qwa,że jak zhjesz zielną marchewkę,qwa…
-..To był rzepak…-wtrąciła się Nora
-nie, no,qwa nie przerywaj,no,qwa…to zamienisz się w żaboluda!no i qwa jesteś teraz żaboludem…
-Ale jak mam się z powrotem zamienić w ludzia?? ja też chcę do moich dresików!!!- Nora się poryczała.
-Wiesz,qwa,co? Da się,qwa, to zrobić, no, qwa…

czy uda się Norze zamienić w ludzia w dresach? czy Lotkowi nie odpadnie przypadkiem jeden pasek? czy ktoś oczyści sadzawkę?
-zobaczymy w chapter 2