muszka blog

Twój nowy blog

ja klar!
oto wielki powrót Muchy na serwer blog.pl :D

jest to związane między innymi z moim archiwum
poprostu nie mogłam pisać notek w kwietniu ale już piszę. nanana
założyłam Agusi ebloga i ta szaleje.. UU…aa parampampam…naana
nie, w gruncie rzeczy nie mam doprego humoru :) jumopumpump nanana

a bez kwitnie!
paa

LoL

5 komentarzy

Przeeeprowadzka!!!!!!!!!!
zmieniam lay i w ogóle wszo na tym blogu!!!!!!
przenoszę się hen-hen, daleko!
ale ten blog pozostanie…szablon tutaj ist tymczasowy, aż nie zrobię sobie czegoś ładnego ;)

___________________________________
hehe! nie chcę pisać nowej notki ze względów, o których tutaj nie wspomnę… ale trza napisać: JEEEAAA! zmieniłam layout ^^ Kami chciała, żeby był jasny, no to jest! :D
osobiście uważam, że nie jest taki brydki :P
tylko jeszcze troszkę poeksperymentuję, to zmienię komenty :D

I’m losing my mind…
Tak… Ja wariuję. Coś mi się w główce przewraca… Tracę panowanie nad sobą, swoimi myślami, członkami…
I chcę nieżyć. Nie, nie chce mi się żyć tylko to, że chcę nieżyć. Co mnie podtrzymuje przy życiu? Kilka osób, które kocham, zwłaszcza jedna… I ciało, ciało którego przeznaczeniem jet życie.
***
„Nie nawidzę!!!”
Wrzasnęła w myślach wczoraj Pella, po czym zatrzasnęła za sobą kolejno:
drzwi,
oczy,
umysł.

Wygasła na chwilę. Zapomniała, gdzie się znajduje i kim jest…chciała skończyć.
Nagle ocknęła się. Stała na parapecie. Po zewnętrznej stronie. Skacz. I może by skoczyła, ale przypomniało jej się, że:
1. Z I piętra się nie zaije, tylko przeżyje i wsadzą ją do zakładu jakiegoś…
2. Gdzieś tam jet Maxime, którą Pella kocha.

Skoczyła. Z powrotem do pokoju i rozpłakała się.
Chce żyć i jednocześnie skończyć to wszystko…

Zadzwoniła do Maxime. Od razu pomogło.
Oczywiście Matka musiała przerwać miłą rozmowę… cóż, chya nie wie, jak mało rzeczy podtrzymuje jej córkę przy zdrowym rozumie…

a Bo popędzają mnie!

Dusza

Perlistym śmiechem złotych słów
Pisana jest
Codzienność.
Podgłębie jej szara
Pustka
- Okołosamotności

To było coś wierszopodobne. Napisane wczoraj na polach jak (znowu) miałam doła. Niebo było jakby przed burzą, a zza chmur wyglądało słońce. Było pięknie, więczamiast radzić sobie z problemami jak w poprzedniej notce, napisałam wiersz. Dzisiaj mam doła (znowu), lecz dzisiaj nie am w powietrzu tego co było wczoraj… Trzeba sobie radzić inaczej ;)

Jutro moje urodziny. Dzisiaj dostałam już prezent od Sis. Ciekawe, czy ktoś jeszcze będzie o tym pamiętał ( o moim dniu, a nie o prezencie :P ). Cóż…w sumie od nikogo tego nie wymagam. I tak tyle ludu na codzień mnie rani… co za różnica, czy w jeden dzień będą udawać, że mnie lubią? Fałszywość.

Joke :D

7 komentarzy

Przychodzi baba z padaczką do lekarza, a lekarz na to „dyskoteka piętro wyżej!”
hhahahahahahahahahaha!!!!!!!!

Ja mam padaczkę. Wolę określenie „epilepsja”, brzmi jak nazwa kwiatu…

Epilepsja
Rośnie na polach elizejskich. Ma srebrzystobiałe płatki, złociste pręciki, na których szczycie gromadzą się kryształowe kropelki Nektaru. Nektar jest nektarem bogów. Kto go skosztuje, na moment trafia do Pustki. Tej chwili nigdy nie zapomina, wspaniała chwila zapomnienia, gorzki smak słodkiej ucieczki od rzeczywistości… zero problemów, frustracji, lęków, czy smutków. Świadomość istnienia, nie- życia, istnienia tam, gdzie skąd prawie nikt nie wraca żywy.
Trzeba uważać,żeby nie przesadzić. Jedna kropelka za dużo, a na zawsze pozostanie się na tych Polach Elizejskich, w błyszczącej wszystkimi kolorami tęczy Czerni…ciepło i zimno, błysk i wszechogarniająca ciemność… I spokój…spokój taki…spokojny :D

Padaczka.
nadchodzi niespodziewanie i nagle.
Czuję jak kolana mi słabną, miękczeją, ciało wiotczeje, wizja się rozmywa, a dusza ulatuje Tam…do Pustki. Na początku to jest jak karuzela, a potem to już tylko trwanie w Nicości…aż do czasu kiedy nagle, brutalnie zostanę wezwana do Rzeczywistości. Wracam, ale wypoczęta… Pustka daje to, co Życie odbiera. Mimo wszystko cieszę się,że żyję- tyle jeszcze przede mną… Jeżeli Życie za bardzo mi zbrzydnie- zawszę mogę wrócić…

Wiem, że pewnego razu mogę takiego ataku nie przeżyć. Jest to mi oboętne. Co ma być, to będzie. Tą chorobę traktuję trochę jak błogosławieństwo.. czasami daje mi to wytchnienei od życia. NIe miałam ataku od 3 lat, tęsknię za nim.
Dziękuję Ci, mój Boże, jeśli tylko istniejesz, że nie jestem taka jak wszyscy inni ludzie. Jestem chora. Fizycznie, psychicznie… Jestem inna. Taka miałam być.
Dziękuję.

Dzisiaj spotkałam Porażkę. Przez nią czuję się śmieciem.

Wysiadam ze 175, przechodzę przez ulicę, skręcam w zaułek łączący dwie ulice. Na wprost mnie idzie jakiś szeroko uśmiechnięty typ. Ja zamyślona, nucę w myślach „aerial”…

On: cześć
ee…ja go znam?
Ja: cześć.
Uśmiecham się niepewnie i dykretnie rozglądam w około. Czy aby napewno to „cześć” było skierowane do Pelli? Idę dalej zaułkiem. Nagle typ zawraca i materializuje się tuż przede mną.
On: Pewnie się dziwisz,że ci tak ‚cześć’ mówię…
Co on, kurwa, ode mnie chce?
Ja: Noo…trochę..?
On nagle zdejmuje rękawicę. Żółtą. Obleśną. Olśnienie!To jest śmieciarz…. Tak. Stricte. Śmieciarz.
On: Adrian jestem!
I obleśny smile.
a co mnie to, kurwa, obchodzi?
Ja:ee…Kasia…?
On: I co? Ze szkoły wracasz?
no..zajebiście,prawda?
Ja: tak…
On: A ile masz lat? Ja mam 26!
po chuja ci wiedzieć? jestes starszy od mojej siostry :/
Ja: zgadnij
On: 18
buahahaha. leżę i kwiczę. przecież wyglądam na 13!
Ja: mniej…
On: 17? :)
grr…postarza mnie!
Ja: mniej..15…
On: A..to fajnie…a umówisz się ze mną?
o…o..o..
Ja: o..o..o..ee…
On: nie chcesz? chłopak się nie dowie…
o..o..oo…
Ja: ee..nie, no pewnie chcę!ale..
On: rodzice nie pozwolą?
Ja:ee..tak!tak! nie pozwola!
On: szkoda..
na bank :/
Ja:…
On: To wiesz,ja tu pracuję, może kiedy indziej… (puszcza oko, śmieje się obleśnie, Pella rozdziawia buzię i zbiera jej się na wymioty.)
prędzej wypiłabym ten..noo..Tatrę :/ i inne rynsztokowce :/
Ja: tak, tak (słaby smile..)
On:…(coś gada, ale Pella nie wie co, bo powstrzymuje kurczaka pędzącego do jej żołądka)
Ja: miło było,ale widisz muszę iść..
On: szkoooda…do zobaczenia…
nigdy!
Ja:pa…

Odchodzi ulicą. jestem śmieciem. jak taki syf, wieśniak i bleee…mnie zaczepił…jestem śmieciem. Śmieciarze zwracają na mnie uagę. Fu.. Ale mnie ten pedofil zdołował. ;(

Odeszła. Z dołem. Adrian- pedofil gapił się za nią…

Pantha rei…wszystko płynie…wszystko się zmienia, ulega wpływom natury…wszystko. Tak było od zarania dziejów i będzie tak (?) zawsze… Pewnego dnia, budzimy się; otwieramy oczy- i jesteśmy. Żyjemy…Mamy świadomość własnego istnienia. I gdy otwieramy oczy, przecieramy je malutkimi piąstkami dziecka- tam, nad nami widzimy twarze tych, którzy na nas czekali… Dowiedzieli się o naszym planowanym przybyciu na ten świat dopiero kilka miesięcyy temu, ale czekali na nas o wiele dużej… Z niecierpliwością oczekiwali wnuka/wnuczki, syna/córki, siostrzenicy/siostrzeńca, brata/siostry… I nagle wtedy, gdy otwieramy oczy i wydobywamy z siebie pierwszy okrzyk protestu na niedogodności tego świata, znajdujemy się w ich życiu… Odtąd żyjemy, nieświadomi, że to my pojawiliśmy się w cudzym życiu i jesteśmy częścią czyjegoś świata. Po jakimś czasie to samo dzieje się z naszym życiem: ktoś nowy przychodzi, ktoś na kogo czekaliśmy świadomie, albo i podświadomie… Cieszymy się życiem, kochając wszystkich tych, z którymi to nasze jedyne jest związane. I nie zdajemy sobie sprawy z tego, że oni kiedyś odejdą. A odejdą napewno… Są niby nieporuszalni- a to tylko fałsz, pozory. Jednego dnia SĄ, nieważne gdzie, ważne że mamy tą świadomość, że zawsze możemy się do nich zwrócić, innego dnia, nagle- nie ma. Pustka. Jakby coś pękło. Fragment serca wyrwany i poćwiartowany. Głuchy okrzyk rozpaczy. I tylko tyle…I nic więcej. Kilka łez. I żyje się dalej. Bez kawałka serca. Po jakimś czasie to zarośnie. Ale pustka pozostanie. Przemijanie… Ktoś przychodzi, ktoś odchodzi…rzecz naturalna, ale jakże przykra! Boję się śmierci. Straszna, wielka, potężna… Okrutna? Może być łaskawa. Ma różne oblicza… Gdyby była możliwość. Wypić magiczny napój. Nieśmiertelność. Wypiłabym? Wypiłabym.
Oszukałabym śmierć? Nie… Prawdopodobnie i tak by mnie odnalazła. Po kilku setkach lat, zmęczona życiem sama bym poszła szukać śmierci. Stawiłabym jej czoła i przywitała z rozkoszą. Narazie-uciekam…

Dalej co do zmian:
1.coś się we mnei zmieniło- nie wiem co…coś zgubiłam lub znalazłam…nie wiem..nic nie wiem…

2. przyziemnie: zmiany w lay’u XD najpierw chcialam taki unikalnyy lay, z fragmentem twarzy,co Ewunia Marcie narysowała, ale jednak zdecydowałam się na ten z kotem ( a tak btw. to ładny, nie?:> ) mam jeszcze w przygotowaniu kilka…

3. wiersz o zmianach…

Nadzieja pod szklanym kloszem
zamknięta…
I wtedy spojrzał,
A ona już była inna…

Napisany na poczekaniu, więc może trochę bezsensowny XD…
hmm..that’s all Folks ;)
papa…

Nora spojrzała na swe palce u stóp. Były zielone! Wzniosła oczy do nieba i pokręciła głową z niedowierzaniem; A więc jednak Lotek miał rację! Powoli przeistaczała się w ŻABOLUDA!!! „To nie może być prawdą…” pomyślała z przerażeniem. Zerwała się z zielonej murawy i pobiegła w stronę leśnej chatki. Z impetem wpadła do środka i z całą mocą zakrzyknęła
-Maaaaaaaaaaamoooooooo! Zamieniam się w żaboludaaa!
Ale cóż to? nikt jej nie odpowiedział! W domku panowała złowroga cisza. Nora nie mogła wiedzieć,że jej Matula schowała się przed wielkim i straszliwym żaboludem, którego zobaczyła przed sekundą, biegnącego w stronę chatki, i który właśnie krzyczał „Maaaaaaaaaaamoooooooo! Zamieniam się w żaboludaaa!”. Włosy stanęły dęba na główce Norki. Była sama, pozostawiona na pastwę losu… Co się stało,że nagle tak wszyscy zniknęli? I Matula, i Tatula i Mororoboro, a nawet Lampa! Wybiegła na dwór ze zgrozą malującą się w żabich, wytrzeszczonych oczach… Biegła przed siebie poprzez górskie grzbiety, łąki skąpane w słonecznych promieniach, aż w końcu trafiła do małego,ślicznego lasku i tam,zmęczona przystanęła, nad małą, śliczną, po prawdzie nieco zamuloną i zasyfioną,ale dla Nory to norma, sadzawką. I tam…zobaczyła PRAWDĘ! Znaczy, swój pradziwy wygląd! BYŁA ŻABOLUDEM! JUŻ NA 100% BYŁA NIM!!
-Aaaaa!- wrzasnęła Nora z tragizmem w głosie
-Zamnij,qwa,ryj-odezwał się ponuro i nie zbyt mile głos zza jej pleców. Teoretycznie powinna zobaczyć tą osobę odbitą w sadzawce, lecz ponieważ stawek był,jak nam wiadomo, średniej, a raczej bardzo niskiej jakości,więc nie zobaczyła nic. Z tewgo powodu musiała się odwrócić, by zobaczyć, kto jej przeszkodeził w wydawaniu żałosnego ryku typu „aaa” i się tak niemiło do niej odezwał.
-Co się tak do mnie niemiło odzywasz…-zaczęła z wyrzutem- gdy nagle zrozumiała,że przemawia do…- LOTEK!!!!
- No, qwa, to ja,a co ty, qwa, myślałaś,ze ja qwa jakiś skejt jestem?? co ty qwa moich pasków nie poznajesz,qwa?
Nora zrobiła zdziwioną minę. Faktycznie. Jak mogła nie poznać w pierwszej chwili tych oryginalnych, trzech, pomarańczowych pasków, przypominających jej panią żarówiastą z trzeciego skrzyżowania od leśnej chatki. Na myśl o leśnej chatce zaczęła płakać.
-No,bo,qwa, jak ci, qwa, mówiłem,qwa,że jak zhjesz zielną marchewkę,qwa…
-..To był rzepak…-wtrąciła się Nora
-nie, no,qwa nie przerywaj,no,qwa…to zamienisz się w żaboluda!no i qwa jesteś teraz żaboludem…
-Ale jak mam się z powrotem zamienić w ludzia?? ja też chcę do moich dresików!!!- Nora się poryczała.
-Wiesz,qwa,co? Da się,qwa, to zrobić, no, qwa…

czy uda się Norze zamienić w ludzia w dresach? czy Lotkowi nie odpadnie przypadkiem jeden pasek? czy ktoś oczyści sadzawkę?
-zobaczymy w chapter 2

zmienilam szablon.tzn najpierw Cat miala mi zrobic..ale hieh…nie zrobila…wiec zabralam sie do tego sama. a nigdy wczesniej nie robilam,wiec wyszlo,to co wyszlo…sle tamten mi sie popsul;(..hieh..ten chyba nie jest TAKI zly,tylko musze poprosic anie lub cat zeby mi pomogla zlikwidowac te paski po bokach…

nie wiem co napisać. może o mnie? w końcu to MÓJ blog i istnieje tylko po to,zeby ,mi humor poprawiać. mało kto o nim wie. mało kto na niego wchodzi,wiec te noty pisze tylko dla siebie.

1)odkryłam coś o sobie. mam rozdwojenie jaźni. we mnie mieszkają dwie różne dziwne istoty.(chociaz moze tak u wszysttkich jest?) tzn. JA, KASIA składam sie z dwoch postaci. jedna to mucha- wesola,egoistka,zlosliwa,ktorej nie obchodzi co o niej gadaja,mucha wyglada doklanie tak jak ja
i pella(bo tak nazwala ją mucha)- cicha,schowana za muchą, boi sie prawie wszystkiego,wrazliwa. wiem jak wyglada. ostatnio ja narysowalam. siedzi w ciemnosci i placze.
i to jest dziwne za JA skladam sie z nich dwoch…raz jestem jedną,raz drugą…lecz chyba pella est wazniejsza niz mucha…czasami pella i mucha tapiaja sie w jedna osobe,w prawdziwa kasie i wtey powstaje mila osobka^^
czasami pella jest silniejsza niz mucha i wtedy ja rycze,lub smieje sie baardzo glosno.
moj charakter i moja osobowosc. niektorzy znaja pelle,niektorzy muche…niektorzy CZESCIOWO znaja i pelle i muche,niektorzy znaja doprze je obie…ale chyba nikt nie zna mnie,tego co z nich powstaje…a chcialabym zeby ktos poznal,ehh dziwna jestem…nic dziwnegoe mnie nikt nie zna…eh to chyba jest superego i id tak mi sie wydaje

TESTY!!!!
hum-dunno..chyba nie tak zle…
mat-przyrodniczy- ojeeej tragicznie! nie bede miala wiecej niz 35pkt..sprawdzialam w gazecie…raczej mniej chyba. mutter bedzie truc.

Była sobie Cattie mała
rerekumkum rerekumkum
która wciąż sie odchudzała
rerekumkum bęc!

100 lat!100 lat!
niechaj żyje Cat!

zdrowia,szczescia,pomyslnosci oraz duzo milosci dla Catgirl!

lala lalalalala!(wez kasia nie fralszuj!)

btw…mam juz dla Zuzi gifta!!! oto on:
DAR Dla CATGIRL ODE MNIE!


  • RSS